Do niedawna sporo by ło dyskusji na temat jakości serwowanych nam przez Bioware nowości, głównie za sprawą Mass Effect 3 i jego nieszczęsnego zakończenia, ale także wydanego wcześniej Dragon Age 2. Niemal wszędzie powtarzał się argument o tym, jak to „stare Bioware nigdy by takiego gniota nie wypuściło” („stare” Bioware miało też na pokładzie Black Isle, nie zapominajcie o tym). Chcąc skonfrontować związane z wydawanymi w „złotej erze cRPG” sentymenty (wiadomo, czas zaciera wady, uwydatnia plusy, niweluje minusy, a tak w ogóle, to wszyscy byliśmy tacy piękni i młodzi – przypomnijcie sobie o tym spotykając swoje/swoich ex), odkurzyłem płytki z kilkoma mniej lub bardziej wiekowymi tytułami i ... wsiąkłem. Na długie tygodnie. Z powodów technicznych - cz ęści gier nie posiadam już fizycznie ("pożycz, kiedyś oddam" jaaaasne...), część może i posiadam, ale płytki są już zbyt zajechane, lub niekoniecznie chcą współgrać z nowszymi windowsami - zdecydowałem się na sentymenta...
Pomiędzy hejtem a fanbojstwem!