Polcon nie zaczął się dla nas najlepiej - kiedy wraz z Agu i Kaś zobaczyliśmy kolejkę do akredytacji, od razu stwierdziliśmy, że lepszym sposobem na spędzenie czasu będzie udanie się do okolicznego pubu. Po jakimś czasie nasza grupa pod wezwaniem, zasilona przez osobę Pawła postanowiła jednak przypuścić szturm na bramy - w końcu akredytację opłaciliśmy już dawno temu przez internet - i dostać się na teren konwentu. Po niecałej godzinie (co ciekawe, nikt nie pytał mnie o dowód wydając plakietkę identyfikacyjną czy opaskę) udało nam się uzyskać wszystko czego potrzeba - było w tym sporo przypadku, bo mogliśmy tam stać i godzin trzy. Kilka naprawdę ciekawych punktów programowych niestety nam przepadło, więc posłuchaliśmy tylko trochę o antologii "Festiwal Natchnienia" i wybraliśmy się do budynku ze sklepikami. Całe szczęście, że nikt na sali nie obsługiwał terminali płatniczych, a obok nie było bankomatu, bo tradycyjnie już rozpieprzyliśmy sobie budżet na cały miesiąc, a z ba...
Pomiędzy hejtem a fanbojstwem!