Minęło już półtora roku od premiery Skyrima, a ja wciąż nie mogę się od tej gry oderwać - licznik już dawno przekroczył 100 godzin. Pewnie trwałoby to nieco krócej niż półtora roku, gdyby nie to, że Skyrim przynosił mi ciągle pecha. Rozwalił mi się w czasie mojej pierwszej przygody napęd, a wraz z nim płyta z grą - na szczęście poratował mnie kolega i oddał swój egzemplarz, tyle że... padła mi wtedy grafika. Kilka miesięcy przerwy od grania, powrót i ponownie zepsuty napęd i grafika. Znów przerwa i awaria jednego i drugiego, kupno nowej konsoli, problemy z kontem i sejwami, aż w końcu radość z odzyskania zapisanych gier i kolejne tygodnie spędzone z najnowszą częścią sagi Elder Scrolls. Zdecydowanie jestem upartym "Skajrimianinem", nie może więc być tak, że nie poświęcę tej grze chociaż jednego tekstu. Nie będzie to jednak klasyczna recenzja, bo raz, że takich jest już w sieci mnóstwo, dwa, że nie chciałoby mi się jej pisać, bo i po co. A więc do rzeczy! Skyrim jes...
Pomiędzy hejtem a fanbojstwem!