Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z kwiecień, 2013

Dead Island Riptide (rozpakowanie edycji kolekcjonerskiej)

Mając na uwadze tekst o korporacyjnym słownictwie, mam dla Was, drodzy czytelnicy, kilka zdjęć z unboxingu edycji kolekcjonerskiej Dead Island Riptide. Już zdążyłem wpakować płytę do napędu kompa i Steam uprzejmie kazał mi się gonić, informując, że premiery jeszcze niet. Zabawne, skąd więc mój egzemplarz? Widać spadł z jakiegoś TIRa. Trzeba było brać konsolową, plej/xklocek rozumie i nie ocenia biednego gracza. 

Na załączonym obrazku widzimy jak Techland nęcił tą najbardziej wypasioną edycją. Multum dodatków, zbieranie szczęki z podłogi i lekkie niedowierzanie po zerknięciu na cenę. Czymże jest to 189 złociszy w edycji na PC i niewiele więcej, bo aż 279 zeta w edycji na konsole? Oczywiście, mamy jeszcze opcję z cyckami zombie, ale to kosztuje 469,90 zł. Jeśli ktoś chce, to jego sprawa.
Szczęśliwcy posiadający kolekcjonerkę poprzedniego Dead Island pamiętają zarzuty (a może sami wysuwali takowe) odnośnie jakości dodatków do niej. Tutaj, całe szczęście, nie ma wątpliwości - Techland si…

Kilka słów o Marcinie Mortce - rok z polskimi autorami fantastyki

Przed napisaniem tego tekstu zerknąłem sobie na posiadane przeze mnie książki autorstwa Marcina Mortki (a mam niemal wszystkie i większość tłumaczeń) - wiecie, sprawdzić dokładnie co i kiedy czytałem, przypomnieć sobie wrażenia z lektury, no i przede wszystkim - wybrać do polecenia książkę, od której najlepiej rozpocząć przygodę z tym autorem. I nie dałem rady. Drugiego polskiego pisarza fantastyki z takim tematycznym rozmachem raczej nie znajdziecie. Gdyby nie otwartość i życzliwość Marcina, na pewno podejrzewałbym go o to, że jest przysłanym z przyszłości cyborgiem, który ma zalać współczesny nam świat ogromną ilością pomysłów - taka literacka wersja dobrego Terminatora. Wiem, że to nieco sztampowe hasło, ale w tym wypadku naprawdę prawdziwe - w twórczości Mortki każdy czytelnik znajdzie coś dla siebie.  Dla dzieci (i rodziców) są bajkowe przygody wikinga Tappiego, nieco starsi fani skandynawskich klimatów mogą sięgnąć po alternatywną wersję naszej historii w "Ragnaroku 1940&quo…

Szorty #2

Do Szortów, podobnie jak do kieszeni krótkich bojówek, będę wrzucał wszystkie drobne rzeczy, które mi w ostatnim czasie wpadły w ręce, a nie doczekają się raczej tekstu większego niż garść tweetów. 
Cały internet zdążyła już obiec 77 tysięcy razy informacja o tym, że Disney pogonił w diabły Lucasarts. Pierwsze emocje zdążyły już opaść, także mój początkowy smutek, więc można podejść do tematu na chłodno i... pogratulować Disneyowi podjęcia słusznej decyzji. Bo jeśli odrzucić sentymenty, to Lucasarts okazuje się twórcą co najwyżej średnim. Jasne, miał swoją piękną kartę w historii, nigdy nie zapomnę im stworzonych przez nich klasycznych przygodówek, czy też kilku gier ze świata Gwiezdnych Wojen, które stworzyli sami. Ale czy jest ktoś w stanie podać dobry tytuł ze stajni Lucasartsu z ostatnich 8 lat? Anyone? Ale nie taki stworzony w kooperacji z inną firmą, jak to miało miejsce w przypadku KotORa! TFU miał być hitem i na taki pozował, aż do dnia premiery - wyszła rzecz mocno średnia…

Injustice: Gods Among Us (edycja kolekcjonerska)

Jako fan wszelakiego rodzaju mordobić, czekałem z niecierpliwością na nową edycję "Mortal Kombat". Tytuł ten zalicza się do wąskiego grona gier, które spełniły nadzieje w nich pokładane, jednakże mając w pamięci dość tragiczny MK vs DC, przyjąłem sceptyczną postawę względem Injustice. Tymczasem kolejne materiały krok po kroku przebijały się przez mur niewiary. Skutecznie, ponieważ właśnie siedzę przed telewizorem, wpatrując się w ekran startowy "Injustice: Gods Among US". Tymczasem pozwolę sobie zamieścić tu kilka zdjęć z rozpakowania edycji kolekcjonerskiej. Z góry przepraszam za mizerną jakość tychże.

Jeszcze przed otwarciem pudełka, oczom naszym ukazuje się ślicznie wykonana figurka (choć w żadnym wypadku nie solidna, bo zrobiona z gumy). Ciekawostka, batarang gacka i lasso Wonder Woman trzeba doczepić własnoręcznie.

W sporych rozmiarów pudełku (wysokość 31 cm, szerokość 24 cm, głębokość 19,5 cm) znajdziemy ponadto steelbox z kodem na dodatkowe stroje do post…

Zagubieni: Inwazja [recenzja]

Trochę zaczynam zazdrościć młodszym czytelnikom, którzy rozpoczynają teraz swoją przygodę z literaturą. Poza seriami, które z ogromną przyjemnością pochłaniałem w ich wieku (Pan Samochodzik!), mają też obecnie do wyboru nowe, świetne cykle: "Feliks, Net i Nika", "Kroniki Archeo", "Tappi", a teraz także "Zagubieni". Andrzej Pilipiuk (coś często na blogu wspominam o jego wypowiedziach, cóż, niezależnie od tego jak oceniam poszczególne jego książki, zwykle ma naprawdę sporo ciekawego do powiedzenia) mówił o tym, że polscy pisarze fantastyki powinni "odzyskać" segment książek dla dzieci i młodzieży, zagarnięty przez zachodnich autorów.  Zgadzam się z nim w tym względzie, a jak widać rynek nie lubi próżni i takie właśnie działania możemy obecnie obserwować. To cieszy.
"Zagubieni" to space opera, kierowana do nastoletniego czytelnika (moim zdaniem głównie 8-13), jednak nieco dojrzalsi czytelnicy również spędzą przy niej kilka miły…