Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z czerwiec, 2013

Zajdle 2012 - komentarz do nominacji

Po raz kolejny ogłoszono nominacje do Nagrody Fandomu imienia Janusza A. Zajdla i podobnie jak to było w ostatnich latach, przez sieć przetoczyła się fala flejmu, hejtu i ogólnego oburzenia. Na początek kwestia formalna, czyli sama lista nominowanych pozycji:

W kategorii "powieść":
Jakub Ćwiek - "Kłamca 4. Kill’em all"
Jarosław Grzędowicz - "Pan Lodowego Ogrodu. Tom 4"
Anna Kańtoch - "Czarne"
Robert M. Wegner - "Niebo ze stali"
Andrzej Ziemiański - "Pomnik cesarzowej Achai. Tom 1"

W kategorii "opowiadanie":
Jakub Ćwiek - "Będziesz to prać!"
Jakub Ćwiek - "Co było, a nie jest"
Jakub Ćwiek - "Kukuryku"
Jacek Dukaj - "Portret nietoty"
Tomasz Kołodziejczak - "Czerwona mgła"
Robert M. Wegner - "Jeszcze jeden bohater"


Z Zajdlami sprawa jest o tyle skomplikowana, że zasady nominowania tekstów ustanawiane były jeszcze w czasach, kiedy fandom (podkreślam słowo fandom, nie np. &…

Zdobycze książkowe # 4

Ostatni pokaz zdobyczy książkowych miał miejsce 30.05. Dziś jest 25.06, czyli minęło 26 dni, a nam przybyło 17 nowych książek, których oczywiście nie mamy już gdzie trzymać tak, aby były ładnie widoczne .
Dzisiejszy odcinek sponsoruje Spider-Man!


Cały zestaw prezentuje się następująco:

Po kolei. Od początku.
Pożądanie. Agu: Efekt "zakupu" fintowego. Brzydka okładka, którą w komunikacji miejskiej należy schować. el Browarre: A ja nie chowałem i kilka dziwnych spojrzeń od współpasażerów zaliczyłem. Na szczęście teksty stoją na dość wysokim poziomie i każdy znajdzie tutaj coś dla siebie - chociaż nie wszystkie pasują do tytułu zbioru (np "Fade to Black" Twardocha). Najbardziej podobało mi się opowiadanie Orbitowskiego, ale i "RP Production" Cetnarowskiego, z ponad 100 określeniami na masturbację daje do pieca. Generalnie polecam - po owinięciu okładki w jakąś ceratę

Tron półksiężyca oraz Chłopaki Anansiego.
Agu: Pierwsze z finty, drugie z LC. Pisałam już, ż…

Szorty #3

Dawno już nie było szortów, a przecież patrząc za okno łatwo zauważyć, że pogoda ku temu idealna. Dzisiaj poznamy książki nominowane do Zajdla – Dada pokusił się nawet o podanie nominacji kilka dni przed terminem, ale wbrew pozorom umiejętności godnych Nostradamusa to wcale nie wymaga. Generalnie zgadzam się z jego przewidywaniami, tylko Szostaka wymieniłbym na Jadowską, a Grzędowiczowi prorokował zwycięstwo nad Ćwiekiem. O samych nominacjach pojawi się osobny tekst, kiedy już je poznamy.
Ostatnio Fabryka Słów postanowiła wrócić do tradycji „nieważne jak o tobie mówią, ważne, że mówią” i tak doczekaliśmy się całej serii nie do końca zrozumiałych, za to szeroko i negatywnie komentowanych decyzji.

Najpierw nieco już zaległa sprawa z podziałem „Przebudzenia Lewiatana” na 2 osobne tomy (o tym więcej w recenzji, napiszę jakoś na dniach), potem kretyńska akcja marketingowa z reklamowaniem nowej książki Forysia jako „polskiej odpowiedzi na 'Grę o Tron'”. Bo ma aż trzy równorzędne w…

Xboks 11!!one1!!1!!

Czterdziesta czwarta wersja tego tekstu, czyli jak wygląda jak dotąd wojna konsol nowej generacji i dlaczego MS to chuje.

Microsoft prezentuje Xbox One:
- idiotyczna nazwa
- upecetowienie
- zaprezentowanie sprzętu, który służy jako dodatek do dekodera telewizji, nie konsola do gier
- wygląd przypominający magnetowidy z lat 80tych (dobra, akurat wygląd mi się podoba, ale jestem w zdecydowanej mniejszości)
- brak możliwości sprzedawania i pożyczania gier które się kupiło
- konieczność logowania się online co 24h - inaczej nie pogramy. Czy konsola to mój zakład pracy, gdzie codziennie mam podbijać kartę?
- obowiązkowy kinect
- info o Spielbergu nadzorującym serial Halo zamiast zapowiedzi nowej części sztandarowego hitu
- blokada regionalna
- płatny Xbox Live (to akurat nic nowego)
- bebechy słabsze niż w konkurencyjnej konsoli Sony
- 60% funkcji konsoli posiada byle smartfon, o pecetach nie wspominając
- konsola na starcie dostępna będzie tylko w niewielkiej liczbie państw - premiera …

Biuro podróży Techland zaprasza na turnus na Palanai, czyli Dead Island: Riptide [recenzja]

Na naszym fanpejdżu pytałem jaką z gier, w które ostatnio grałem zrecenzować i nasz fan numer 1 (czyli Paweł) stwierdził, że Riptide. Jakiś czas temu  opisywałem już wrażenia z Dead Island , dlatego w tym tekście skupię się głównie na opisaniu różnic pomiędzy obydwoma tytułami. Początkowo myślałem, że dzięki temu nie będę musiał wstukiwać zbyt wielu znaków, okazało się jednak, że kilka różnic się zebrało...
 Riptide bezpośrednio kontynuuje wątki z podstawki. Grupka znanych nam bohaterów ląduje na okręcie marynarki i trafia w chciwe łapki korporacyjnego bonza, mającego na swoich usługach oddział wojskowy. W krótkim prologu zdążymy jeszcze poznać nowego członka drużyny, również odpornego na zarazę byłego żołnierza Johna Morgana, i chwilę sobie postrzelać tylko po to, żeby po małej katastrofie (szkoda, że nie dało się zrobić akcji "I'm a king of the world" na dziobie) wylądować na plaży wyspy Palanai. Niech jednak nie martwią się nowi gracze, fabuła w obu tytułach jest tak…

[Recenzja] Kilofem w Krwawy Kamień

Książkę o pokracznie przetłumaczonym tytule (jeśli „Bloodstone” znaczy „Krew Zombie”, to „Dirty Dancing” oznacza „Wirujący Seks”. Oh wait...) znalazłem w lokalnym antykwariacie i z krzywym uśmieszkiem postanowiłem zobaczyć o czym to. Jak się okazało, sprawa nie była tak oczywista, jak w przypadku filmu „Węże w samolocie”, co na dłuższą metę mnie zasmuciło. Zamiast krwi, zombiaków i masakry nadającej się na dodatek do Riptide, mamy kolejną, sztampową, lekko nudnawą opowieść o nieznajomych w małym miasteczku i mrocznych wydarzeniach z przeszłości.
Ileż można w kółko czytać o tym samym? Zabita dechami dziura z mroczną historią o której wszyscy starają się zapomnieć. Dwójka nieznajomych, prowadzona przez tajemniczą siłę do mieściny, którą przyjdzie im ocalić albo zgubić. Czytając zakończenie nie byłem pewny pod co podciągnąć efekt końcowy, bo trochę trupów i zniszczeń było. Szkoda, że postanowiłem pisać bez spoilerów, bo mam ochotę na długi i jadowity wywód na temat deus ex machina pękają…

Kalesony i Peleryna #2

Wyjaśnijmy sobie jedno, nie byłem fanem komiksów od DC. Właściwie, to oprócz Batmana uważałem całą resztę za lekko niepoważne twory o lekko niepoważnych pseudonimach. Wonder Woman? Boy Wonder vel Robin? Aquaman? Green Lantern? Dlaczego miałbym czytać o przygodach latarni, nawet jeśli zielonej? Przecież one nie mają zbyt wielu przygód, o ile nikt się z nimi nie zderzy. Dopiero w zeszłym roku uświadomiłem sobie w jak wielkim błędzie byłem.

Moja znajomość z ekipą ze stajni DC zaczęła się od komiksów z Batmanem i Supermanem wydawanych przez TM-Semic. Tutaj kończą się podobieństwa z herosami Marvela. O ile tamtych dopadałem w sklepach trudniących się sprowadzaniem komiksów zza wielkiej wody, to DC leżało u mnie odłogiem. Od czasu do czasu kupowałem zbiory wydawane przez Egmont i oglądałem animowanego Batmana, a czasem i Teen Titans na Cartoon Network (tzw. guilty pleasure), ale to by było na tyle. Ostatnio zastanawiałem się co było bodźcem do sięgnięcia po wydawnictwa DC Comics i do głowy…

Jestę Skajrimianinę [prawie recenzja, za to z pewnością fanbojska]

Minęło już półtora roku od premiery Skyrima, a ja wciąż nie mogę się od tej gry oderwać - licznik już dawno przekroczył 100 godzin. Pewnie trwałoby to nieco krócej niż półtora roku, gdyby nie to, że Skyrim przynosił mi ciągle pecha. Rozwalił mi się w czasie mojej pierwszej przygody napęd, a wraz z nim płyta z grą - na szczęście poratował mnie kolega i oddał swój egzemplarz, tyle że... padła mi wtedy grafika. Kilka miesięcy przerwy od grania, powrót i ponownie zepsuty napęd i grafika. Znów przerwa i awaria jednego i drugiego, kupno nowej konsoli, problemy z kontem i sejwami, aż w końcu radość z odzyskania zapisanych gier i kolejne tygodnie spędzone z najnowszą częścią sagi Elder Scrolls. Zdecydowanie jestem upartym "Skajrimianinem", nie może więc być tak, że nie poświęcę tej grze chociaż jednego tekstu. Nie będzie to jednak klasyczna recenzja, bo raz, że takich jest już w sieci mnóstwo, dwa, że nie chciałoby mi się jej pisać, bo i po co. A więc do rzeczy!
Skyrim jest: fenomen…

[Mój] Ranking według kanonu

Wszystko przez Pawła. Kim jest Paweł? Wychodzi na to,że to nasz fan numer jeden. Pierwszy lajczy wszystko, a ostatnio nawet postanowił nawet mieć wymagania wobec nas: „może jakaś mała/średnia/większa/gigantyczna lista "must read" z klasyki gatunku?”.
Najpierw pomyślałam, że chodzi o jakiś kanon fantastyki. No dobra, ale jeśli tak to wujek Google zapewne jakieś zna. A później przyszłą mi na myśl jakaś autorska liście must readów i stwierdziłam, że kim do cholery jestem, aby w ogóle rzucać się na tworzenie tego typu list? Nie przeczytałam na tyle dużo, aby zostać ekspertem i mówić komuś, że to jest dobre, czytajcie, a to złe i nie powinniście tego ruszać. No i nie mam sławnego nazwiska, które sprzeda wszystko.

Jednak parę osób z takimi nazwiskami pokusiło się o stworzenie listy książek, które fani gatunku po prostu powinni przeczytać: kanon fantastyki według Sapkowskiego, nazwisko każdy zna. Otóż, pan Andrzej Sapkowski oprócz stworzenia listy 85 pozycji do przeczytania (teraz ch…