Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlam posty z etykietą recenzja_elBrowarre

Dzień Niepodległości: Odrodzenie, czyli jak o mało nie wyszedłem z kina pobity własnymi facepalmami

Nie lubię, łagodnie rzecz ujmując, kiedy złych filmów broni się hasłami typu „bo to na wyłączenie myślenia”, „czego się spodziewałeś od kina akcji”, „to tylko rozrywka”. W ten sposób sami widzowie tworzą wymówki dla hollywoodzkich twórców i pozwalają na produkowanie coraz gorszych jakościowo blockbusterów (jak np. robi to Michael Bay). Nie znaczy to oczywiście, że do każdego filmu przykładam tę samą miarę i od „Szybkich i Wściekłych” oczekuję moralnych dylematów. Nie cierpię jednak, kiedy producent traktuje widza niczym skończonego idiotę. Gdzieś na pograniczu złych produkcji istnieje jeszcze osobna kategoria, bardzo subiektywna, tak zwane guilty pleasure, w której lądują filmy, które nawet kiedy wiemy, że są kiepskie, sprawiają nam przyjemność. Przykładem takiej właśnie rozrywki zawsze był dla mnie „Dzień Niepodległości” Kiedy dwadzieścia lat temu jako chłopiec (na tyle młody, że do kina poszedłem z rodzicami), oglądałem „Dzień Niepodległości” byłem tym filmem oczarowany i nie...
W czasach, gdy wampiry stały się błyszczącymi w słońcu miłośnikami nastoletnich ciap, „Amerykański Wampir” Scotta Snydera rzuca głęboki cień na „Zmierzch” oraz jego klony. Stworzonej wraz z Rafaelem Albuquerque serii komiksów gatunkowo znacznie bliżej do XIX-to wiecznego horroru, niż współczesnych interpretacji wampirzego mitu: Snyder potrafi w znakomity sposób czerpać z klasyki i filtrować ją przez swą bogatą wyobraźnię, w efekcie czego otrzymujemy wciągającą współczesną opowieść grozy. W szóstym tomie cyklu autor postanowił jednak wpuścić do wykreowanego świata także innych twórców. Jak z tym niełatwym zadaniem poradzili sobie jego koledzy po fachu? Już pierwszy rzut oka na okładkę szóstego tomu „Amerykańskiego Wampira” wystarczył, żeby szybciej zabiło mi serce; nie dlatego, że znajduje się na niej wykręcona w gniewnym grymasie twarz jednego z krwiopijców (to dopiero przy drugim spojrzeniu) lecz z powodu kilku literek. Koło siebie znajdowały się nazwiska takich tuzów wspó...

X-Men: Apocalypse [recenzja] BEZ SPOILERÓW

Bryan Singer stanął przed nie lada wyzwaniem – stworzone w znacznej mierze przez niego filmowe uniwersum X-Men w tym roku obchodzi już szesnaste urodziny. To wystarczająco dużo czasu, żeby znudzić widza i przy okazji samemu stracić pomysł na to, czym jeszcze można zaskoczyć. „X-Men: Apocalypse” to także wielkie wyzwanie ze względu na postać tytułowego antagonisty, jednego z najsłynniejszych komiksowych złoczyńców Marvela. Jak z tymi zadaniami poradził sobie reżyser? „X-Men: Apocalypse” kontynuuje historię zapoczątkowaną przez „X-Men: Pierwsza Klasa” oraz „X-Men: Przeszłość Która Nadejdzie” i znajomość obu tych filmów (lub przynajmniej drugiego) jest dla zrozumienia całości konieczna. Co prawda akcja przeskakuje do lat 80., a na ekranie pojawia się szereg nowych postaci, ale prym w opowieści ponownie wiedzie trio Xavier, Magneto, Mystique. Losy całej trójki rozdzieliły się po wydarzeniach z lat 70., kiedy to mutanci ujawnili się światu, jednak wraz z pojawieniem się Apocalyp...

Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów [recenzja] BEZ SPOILERÓW

Po ośmiu latach, jakie minęły od czasu będącego faktycznym początkiem Marvel Cinematic Universe „Iron Mana” zacząłem odczuwać lekkie znużenie kinem superbohaterskim tworzonym przez Disneya. Uczuciu temu na pewno nie pomógł średni „Czas Ultrona” oraz fatalne „Batman v Superman: Świt Sprawiedliwości” od konkurencyjnego DC; biorąc pod uwagę zbliżoną tematykę oraz datę premiery od porównań do tego drugiego filmu nie da się zresztą uciec. Na „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” szedłem więc ze sporymi obawami. Tym większy był jednak mój entuzjazm po wyjściu z sali kinowej! „Kapitan Ameryka: Wojna Bohaterów” rozpoczyna się w podobny sposób, jak jego komiksowy odpowiednik, od nieudanej akcji superbohaterów, w wyniku której giną cywile. W efekcie tych zdarzeń herosi zmuszeni są poradzić sobie z dyplomatycznym kryzysem, co z kolei prowadzi do rozłamu w samej drużynie. Tony Stark dąży bowiem do zwiększenia kontroli nad działaniami ludzi obdarzonych mocami, natomiast Steve Rogers, pamię...

Wonder Woman: Krew [recenzja]

Choć Wonder Woman jest najpopularniejszą superbohaterką na świecie, polski czytelnik jak dotąd nie miał wielu okazji do zapoznania się z waleczną Amazonką. Jeśli jednak wraz z kampanią promocyjną (nieszczęsnego) „Batman v Superman. Świt Sprawiedliwości” zainteresowaliście się postacią Diany, na rynku dostępna jest idealna pozycja od której można rozpocząć przygodę z Wonder Woman. „Wonder Woman: Krew” to pierwszy tom przygód Amazonki, który ukazał się w ramach New 52, czyli restartu świata DC. Dzięki temu nowy czytelnik nie musi obawiać się tego, że nieznajomość uniwersum stanie na przeszkodzie czerpania radości z lektury. Zdecydowanie ważniejsza jest tutaj wiedza na temat greckiej mitologii, ponieważ Brian Azzarello opowiada nam historię, która w znacznie większym stopniu nawiązuje do antycznych korzeni bohaterki, niż tych komiksowych. Dzięki temu zabiegowi opowieść ta zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych dostępnych na rynku serii; „Wonder Woman” Azzarello znacznie bliżej...

Skalp [recenzja], czyli naród trzeciego świata w samym sercu Ameryki

Jason Aaron ma ostatnio w naszym kraju świetną passę. W krótkim odstępie czasu na rynku pojawiły się jego „Bękarty z Południa”, „X-Men: Rozłam” (w WKKM), „Wolverine i X-Men”, „Gwiezdne Wojny”, a lada moment także „Thor: God of Thunder”. Każda z wymienionych pozycji jest godna polecenia, jednak moim zdecydowanym faworytem wśród komiksów sygnowanych nazwiskiem Aarona jest „Skalp”. „Skalp” przenosi nas do miejsca, które polskiemu czytelnikowi jest zapewne obce – do współczesnego rezerwatu Indian. Choć fikcyjny, widać, że Aaron poznał temat dogłębnie i ukazuje nam problemy tego środowiska w sposób niezwykle realistyczny. Bieda, najwyższy w kraju wskaźnik alkoholizmu, gangsterskie porachunki, przemoc oraz kwitnący hazard – wszystko to rysuje obraz, który wódz Czerwony Kruk opisał jako „naród trzeciego świata w samym sercu Ameryki”. Jest to też idealne tło dla opowiedzenia kryminalnej historii. Wraz kolejnymi zeszytami poznajemy zarówno wydarzenia z lat 70. (Aaron inspirował się pra...

Daredevil, sezon drugi [recenzja SPOILER FREE]

Pierwszy sezon „Daredevila” pokazał nieznane dotąd oblicze MCU. Był mroczny, kameralny i brutalny, a także niezwykle realistyczny (jak na opowieść o niewidomym mścicielu oczywiście). Dzięki świetnemu scenariuszowi, niebanalnym bohaterom oraz żywym dialogom został doceniony nie tylko przez widzów, ale także krytyków. Po takim sukcesie Netflix stanął przed nie lada wyzwaniem: co zrobić, żeby uczynić sezon drugi jeszcze lepszym? Twórcy doszli widocznie do wniosku, że nie ma sensu szukać kwadratowych jaj i postanowili zrobić to samo co wcześniej. Trzy razy lepiej. Po tym, jak pierwszy sezon niespiesznie wprowadzał widza w świat Hell's Kitchen, „widziany” oczami Matta Murdocka, drugi od początku zaskakuje szybkim tempem. Towarzyszy nam ono już od pierwszego odcinka i praktycznie nie daje przerwy na oddech aż do połowy sezonu. Nie chodzi jedynie o sceny walki (choć tych też jest mnóstwo), ale także narrację wątków postaci dotychczas będących na drugim planie. Foggy Nelson i Ka...

Era Ultrona [recenzja]

Po męczarniach, jakie zafundował nam Hickman w „Ostatnim Białym Zdarzeniu” (z którego cokolwiek zrozumieć mógł tylko ktoś, kto ma już za sobą całą historię), tym razem przyszła pora na tom, który fani Mścicieli czytać mogą praktycznie bez znajomości aktualnych dla tego okresu wydarzeń w uniwersum Marvela. Po krótkim wstępie, „Era Ultrona” wrzuca czytelnika prosto na ulice Nowego Jorku po apokalipsie. Wiemy oczywiście kto za nią odpowiada, pytaniem otwartym pozostaje jednak to jak do tego doszło. Z pojedynczych scen i strzępków informacji czytelnik buduje obraz \zagłady i stopniowo zaczyna pojmować jej rozmiar. Jest to też zdecydowanie najmocniejszy punkt komiksu – dramat jaki się rozgrywa, bezradność, z którą zmagają się istoty tak potężne jak superbohaterowie, utrata najbliższych – każdy z tych elementów zrealizowany został w sposób doskonały. Historia szybko zaczyna jednak wskakiwać na klasyczne dla superbohaterszczyzny tory z podróżami w czasie, alternatywnymi światami i...

Deadpool: Martwi Prezydenci [recenzja] - czyli jak widziałem orła cień

Po ogromnym sukcesie jakim okazała się premiera filmu, Deadpoola znają już wszyscy. Połączenie akcji, humoru i przełamywania czwartej ściany podniesione do trzeciej potęgi zwane Wade Wilson stało się tak popularne, że niemal cały nakład wydanego przez Egmont „Deadpool: Martwi Prezydenci” sprzedał się na pniu. Czy jednak tom ten jest w stanie sprostać wymaganiom nowego czytelnika? Cała historia opiera się na zabawnym pomyśle – jak poradzić sobie z zagrożeniem, jakim są powstali z martwych ex-prezydenci, a przy okazji nie splamić sobie nieskazitelnego wizerunku superbohatera przez dekapitację uwielbianego przez naród polityka (mam wrażenie, że w Polsce temat załatwilibyśmy sprawniej)? Oczywiście należy do takiej roboty zatrudnić pogardzanego przez wszystkich antybohatera, a skoro pod ręką akurat znajduje się Deadpool... Podobnie jak w większości historii sygnowanych logiem Marvel NOW!, rozpoczynając lekturę nie musimy posiadać dużej wiedzy na temat wydarzeń z przeszłości. Dzięki tem...

Superman: Wyzwolony [recenzja]

Superman nigdy nie należał do bohaterów, których przygody łatwo pisać. Jest herosem dysponującym ogromną potęgą, a przy tym postacią o charakterze stawianym za wzór. Cechy te sprawiają, że niezwykle trudno jest stworzyć wiarygodną i emocjonującą opowieść z jego udziałem. Niektórzy scenarzyści wiedzą jednak, że aby powstał dobry komiks z synem Kryptonu, warto zadbać o dwie rzeczy – świetnego przeciwnika oraz odpowiednio wyeksponowane pozaziemskie pochodzenie Supermana. Scott Snyder to obecnie jedno z najgorętszych nazwisk komiksowego światka. Napisał na tyle dobre historie z Nietoperzem, że ukoiły one wściekłych po restarcie uniwersum fanów DC. Jeszcze przed New 52 zaprezentował się z dobrej strony, w niezwykle udany sposób obsadzając w roli Batmana Dicka Greysona („Mroczne Odbicie”). Jego „Amerykański Wampir” okazał się na tyle ciekawy, że część scenariusza do pierwszego tomu napisał sam Stephen King. Mógłbym tak wymieniać jeszcze długo, ale sami już pewnie zauważyliście prawidło...

Dark Souls 3 [zapowiedź], czyli jak bardzo chcę już zacząć umierać

From Software wypuszczając „Dark Souls 2” praktycznie zmonopolizowało rynek wymagających wysokobudżetowych produkcji. Po ogromnym sukcesie „Bloodborne”, przyszła pora na kontynuację hitu z 2014 roku. Czy „Dark Souls 3” jest w stanie zaskoczyć czymś graczy, którzy spędzili już setki godzin w poprzednich produkcjach japońskiego studia? Sytuacja From Software przypomina mi nieco tę będącą udziałem studiów zajmujących się grami muzycznymi. Kilka lat temu Harmonix wykreowało modę na gry z kontrolerem-gitarą i najpierw za sprawą serii „Guitar Hero” (przejął ją Neversoft), a potem „Rock Band” dosłownie zalało półki sklepowe falą podobnych tytułów. Gracze szybko poczuli się znużeni i cały segment rynku upadł. Biorąc pod uwagę to, jak wielu dodatków i wydań doczekało się „Dark Souls 2” (a także serię „Bloodborne”) From Software musiało zdać sobie sprawę, że czeka je nie lada wyzwanie – muszą stworzyć grę, która jednocześnie zadowoli fanów poprzednich produkcji, jak i zagwarantuje i...

The Following [recenzja] - czyli jak jeździłem kombajnem do zbierania zombie po wioskach

Jacek Dukaj wspominał w wywiadach , że zazwyczaj nie planuje pisać tak obszernych tekstów, one po prostu puchną w trakcie pracy. Widocznie taka musi być specyfika polskiego powietrza, ponieważ rodzimi twórcy gier w ostatnim czasie wzięli przykład z wybitnego pisarza. Najpierw CD Projekt RED wydał znakomity i wielowątkowy dodatek do trzeciego „Wiedźmina”, a teraz Techlandowi „The Following”, dodatek do zeszłorocznego hitu „Dying Light”, jakoś tak spuchł. I to na tyle, że Electronic Arts wypuściłoby go zapewne jako pełnoprawny tytuł! Początkowo zaplanowane jako DLC wchodzące w skład przepustki sezonowej, „The Following” rozrosło się do rozmiarów pełnoprawnego staroszkolnego dodatku. Pamiętacie je jeszcze? Zanim dopadła nas plaga DLC ze zbroją dla konia i tytułów będących jedynie bazą do sprzedaży zawartości wyciętej z pierwotnej gry, to właśnie w ten sposób rozumiano dodatki. Jako produkt wzbogacający właściwą rozgrywkę, pozwalający nam na przeżycie nowych, wielogodzinnych pr...

XCOM 2 [recenzja] - czyli jak straciłem kilkadziesiąt godzin, chociaż 'grałem tylko jedną turę!'

Gdybym uczęszczał na spotkania do grupy terapeutycznej „nałogowi gracze”, przedstawiłbym się w ten sposób: „Cześć, nazywam się Michał i jestem uzależniony od jeszcze jednej tury”. Indagowany o konkretne tytuły, wymieniłbym dwa – dowolną część (z wyjątkiem IV i VII) z serii „Heroes of Might and Magic” oraz wydany w 2012 roku „XCOM: Enemy Unknown”. Studio Firaxis stanęło przed niezwykle trudnym zadaniem, na którym poległo już wielu twórców – musieli przygotować sequel wysoko ocenianej produkcji; dodać elementy urozmaicające rozgrywkę, ale także sprawić, aby gracz nie otrzymał odgrzewanego kotleta. Po ponad czterdziestu godzinach spędzonych na ratowaniu świata muszę stwierdzić, że jest to jedna z najlepszych kontynuacji z jakimi miałem do czynienia! Przeglądając statystyki, spece z Firaxis zauważyli, że większości graczy nie udało się ukończyć finałowej misji z „Enemy Unknown” za pierwszym razem. Doszli więc do wniosku, że szykując fabułę sequela powinni ją oprzeć właśnie ...

Deadpool, czyli gdy życie daje ci cytryny, zrób z wrogów shish kebab [recenzja]

Niedoświadczony reżyser, scenarzyści bez imponującego CV, aktor skompromitowany nie w jednej, a w dwóch adaptacjach komiksów. Do tego niewielki budżet, kategoria wiekowa R oraz smród ciągnący się po Hollywood za Najemnikiem z Gębą od czasu debiutu na srebrnym ekranie. Wydaje się wam, że wymieniłem wszystkie obawy związane z tym filmem? Skąd! Lista ciągnie się jeszcze naprawdę długo: czy humor będzie zróżnicowany, czy scenom walki nie zabraknie ciekawej choreografii i tak dalej. Gdyby przygotować charakterystykę filmowej klapy, „Deadpool” spełniał wszystkie warunki do tego, żeby być tegoroczną „Fantastyczną Czwórką”. Widocznie nawet karma była zniesmaczona tym, co zobaczyła w „X-Men Origins: Wolverine” oraz „Green Lantern” i postanowiła dać Ryanowi Reynoldsowi ostatnią szansę, dzięki czemu otrzymaliśmy film spełniający, z nawiązką, wszystkie oczekiwania fanów! Podczas fantastycznej kampanii reklamowej, twórcy reklamowali „Deadpoola” jako idealny film na walentynki; wydawało si...