Po ogromnym sukcesie jakim
okazała się premiera filmu, Deadpoola znają już wszyscy.
Połączenie akcji, humoru i przełamywania czwartej ściany
podniesione do trzeciej potęgi zwane Wade Wilson stało się tak
popularne, że niemal cały nakład wydanego przez Egmont „Deadpool:
Martwi Prezydenci” sprzedał się na pniu. Czy jednak tom ten jest
w stanie sprostać wymaganiom nowego czytelnika?
Rysunki w „Deadpool:
Martwi prezydenci” idealnie pasują do opowieści – są
karykaturalne, kolorowe i krzykliwe. Dzięki temu dobrze współgrają
z charakterem protagonisty, a także świetnie oddają \przerysowaną
przemoc. Ta ostatnia pojawia się nad wyraz często, ponieważ twórcy
lubią bawić się faktem, że Wade Wilson posiada czynnik
regenerujący.
Nie zazdroszczę pracy,
jaką musiał włożyć w ten tom tłumacz. Oskar Rogowski (znany
między innymi stąd)
stanął przed nie lada wyzwaniem i... wydaje mi się, że dał sobie
radę. Ciężko jednak udzielić jednoznacznej odpowiedzi, ponieważ
choć w teorii w pełni popieram zastosowane tu podejście, tak w
praktyce nie do końca mi ono pasuje. Miejcie jednak na uwadze, że
jest to osobiste odczucie, nie merytoryczny argument. Tłumacz trafił
na pole bitwy odwiecznego sporu pomiędzy przekładami wiernymi a
pięknymi i opowiedział się po stronie piękna. Dzięki temu masa
nieprzetłumaczalnych dowcipów znajdujących się w tym tomie,
została przełożona na zrozumiały dla polskiego czytelnika grunt,
np. Wade lecąc na pysk „widziaaaaał orła cieeeeń”, a nie „I
believe i caaaan flyyyy”. Jak już wspominałem – rozumiem takie
podejście, jednak kiedy kanadyjski antybohater na amerykańskiej
ziemi walczy ze wskrzeszonymi amerykańskimi prezydentami, na
zlecenie nie mniej amerykańskiej agencji rządowej i wygłasza
sentencję znaną jedynie mieszkańcom pewnego kraju nad Wisłą, to
mnie to wytrąca z opowieści. Jeśli jednak nie stanowi to dla was
przeszkody, będziecie z tłumaczenia zadowoleni – Oskar Rogowski
wykonał bowiem kawał dobrej roboty.
„Deadpool: Martwi
prezydenci” to przyjemne, wypełnione akcją czytadło, idealnie
nadające się dla widza, który wyszedł z seansu „Deadpoola” i
chciałby kontynuować przygodę z Najemnikiem z Gębą. Jeśli
jednak wykażecie się odrobiną cierpliwości i sięgniecie po
kolejne tomy tej historii, powinniście zostać wynagrodzeni. Dość
powierzchownie przedstawiony tu główny (anty)bohater otrzyma w nich
tak potrzebną mu głębię. Biorąc pod uwagę, że komiks można
kupić w podobnej cenie co bilet do kina, nie ma się co
zastanawiać.
PS Prawie cały nakład „Deadpool: Martwi prezydenci” rozszedł się jak świeże bułeczki, próbowałem się dowiedzieć, czy wydawca planuje dodruk, jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Pojedyncze egzemplarze dostępne są jeszcze na atomcomics.pl.
PS Prawie cały nakład „Deadpool: Martwi prezydenci” rozszedł się jak świeże bułeczki, próbowałem się dowiedzieć, czy wydawca planuje dodruk, jednak nie otrzymałem odpowiedzi. Pojedyncze egzemplarze dostępne są jeszcze na atomcomics.pl.
Gratuluję! To pierwszy obrazek!
Gdzie dalej? Hmmm.... To nie jest ważne, pamiętaj, że Ty decydujesz o własnym losie.
Gdzie dalej? Hmmm.... To nie jest ważne, pamiętaj, że Ty decydujesz o własnym losie.
Komentarze
Prześlij komentarz
Prosimy o podpisywanie się w komentarzach. Anonimowe komentarze będą likwidowane ;)