Bryan Singer stanął przed nie lada wyzwaniem – stworzone w znacznej mierze przez niego filmowe uniwersum X-Men w tym roku obchodzi już szesnaste urodziny. To wystarczająco dużo czasu, żeby znudzić widza i przy okazji samemu stracić pomysł na to, czym jeszcze można zaskoczyć. „X-Men: Apocalypse” to także wielkie wyzwanie ze względu na postać tytułowego antagonisty, jednego z najsłynniejszych komiksowych złoczyńców Marvela. Jak z tymi zadaniami poradził sobie reżyser? „X-Men: Apocalypse” kontynuuje historię zapoczątkowaną przez „X-Men: Pierwsza Klasa” oraz „X-Men: Przeszłość Która Nadejdzie” i znajomość obu tych filmów (lub przynajmniej drugiego) jest dla zrozumienia całości konieczna. Co prawda akcja przeskakuje do lat 80., a na ekranie pojawia się szereg nowych postaci, ale prym w opowieści ponownie wiedzie trio Xavier, Magneto, Mystique. Losy całej trójki rozdzieliły się po wydarzeniach z lat 70., kiedy to mutanci ujawnili się światu, jednak wraz z pojawieniem się Apocalyp...
Pomiędzy hejtem a fanbojstwem!