Jak napisać
książkę? No przecież proste. Mamy pomysł, kreujemy świat, bohaterów, spisujemy
historię. Done!
Jak
napisać książkę na podstawie gry? Jeszcze prostsze? Otóż nie, o czym miał
okazję przekonać się Peter Watts pisząc powieść na podstawie gry Crysis.
W
teorii sprawa powinna być łatwa. Świat jest, bohaterowie są, cała historia jest
– tylko opisać. Jednak po drodze okazuje się, że pomiędzy znanymi z gry
elementami fabuły brakuje jakiegoś spoiwa łączącego wszystko w jedną całość,
tak aby czytelnik mógł płynnie przejść od jednego wydarzenia do kolejnego.
Najazd kosmicznych ogrodników czy budowa supermarketu?
Weźmy
pod uwagę fakt, że (przynajmniej w teorii) obce cywilizacje z dalekiego kosmosu
są miliony lat przed nami w ewolucji oraz rozwoju technologicznym. Dlaczego? Bo
to oni pokonują wszechświat i lądują na Ziemi, a nie odwrotnie! Zgodnie z tym
założeniem, powinni wpaść, zrobić rozpierdziel i puff, tyle nas galaktyka
widziała. Jednak w przypadku tworzenia gry, której głównym elementem jest najazd
obcej cywilizacji, wszystkie te „realistyczne” założenia szlag trafia.
Ponownie, dlaczego? Bo, w przypadku ich zastosowania przy tworzeniu takiej gry,
jej rozgrywka trwałaby zaledwie 30 sekund, a taka gra by się nie sprzedała, nie
wspominając o tym, że gracz nie miałby z niej żadnej satysfakcji. Z tej prostej
przyczyny twórcy gier „wyrównują” szanse ludzi oraz obcych, nawet do tego
stopnia, aby ci pierwsi nie tylko mieli szansę się bronić ale nawet wygrać.
Peter
Watts, pisząc Crysis: Legion, zastanawiał się nad sensem równych szans ludzi
oraz najeźdźców, którzy powinni być o wiele silniejsi, sprytniejsi, lepiej
wyposażeni i bez problemu pokonać ludzkość. Jego rozmyślania zaowocowały
pewnymi teoriami, które w istocie mogą być bliżej prawdy niż się wydaje.
A
co jeżeli wcale nie trzeba zaniżać poziomu rozwoju obcych? Co jeżeli ci obcy wcale nie są żołnierzami,
którzy przylecieli przejąć naszą planetę? Watts przyjął, że są jedynie
ogrodnikami z odległej planety, którzy przemierzają galaktykę i chcieli tylko zbadać naszą planetę, a my w
ramach powitania postanowiliśmy z nimi walczyć. Może dlatego jesteśmy w stanie
się bronić, czy pokonać,
bo nie przybyli nas zniszczyć, a nasza planeta była jedynie przystankiem na ich
trasie. Autor przy tej teorii, zasugerował także, że nie muszą to wcale być
ogrodnicy, ale coś znacznie mniej rozwiniętego, z naszego punktu widzenia,
mianowicie zwykłe narzędzia ogrodnicze, sondy, które samodzielnie badają obce
planety.
Druga
teoria Petera przyrównuje obcych do budowniczych, natomiast ludzi do mrówek.
Galaktyka jako ogromny plac budowy, obcy jako projektanci. Co jeżeli Ziemia
była tylko mrowiskiem na placu budowy supermarketu? Mrowisko. Nic nie znaczący
element, który po prostu musiał ulec zniszczeniu przy okazji budowy czegoś
zupełnie innego. Budując market ludzie nie mają zamiaru niszczyć mrowiska, to
tylko przypadek, że znalazło się akurat w tym miejscu… Być może takim samym
przypadkiem jest to, że Ziemia znajduje się akurat na „terenie budowy” obcej
cywilizacji.
Bohater musi mieć charakter

W
ten sposób możemy dowiedzieć się jakie wydarzenie z przeszłości sprawiło, że
Alcatraz boi się wody oraz jakie są jego poglądy religijne. Natomiast wśród
osób szerzej opisanych przez Wattsa znalazła się kobieta, która w grze
występuję jedynie w scenie własnej śmierci. Tutaj możemy poznać jej historię,
przemyślenia, dowiedzieć się w jaki sposób wpłynęła na nią cała sytuacją
związana z inwazją. Ciekawie rozwinął autor także postacie misjonarzy,
umieszczając w książce kopie listów, które kierowali do najeźdźców z prośbą o
zaniechanie dalszej inwazji na Ziemię.
Ale to… nie przejdzie
W
książce pojawiło się wiele rzeczy, których nie sposób przekazać poprzez fabułę
gry, jednak znaczna ich część nie dotrwała do publikacji powieści.
Jednym
z takich elementów jest robot, którego nazwa w skrócie składa się na wyraz
„Santa”. Pomysłem autora było nadanie mu sygnału „Ho, ho, ho”, jednak nie
uzyskał on zgody na wprowadzenie takiego zabiegu, gdyż zostało uznane, że
czytelnicy źle to odbiorą, że Watts się zwyczajnie naigrywa. Podobnie sytuacja
miała się z Nathanem, który w zamyśle autora miał zostać pasjonatem surfowania.
W tym przypadku zostało stwierdzone, że naukowiec, biolog z zamiłowaniem do
surfowania nie będzie traktowany poważnie.
W
książce miało także pojawić się zdanie "To najgorszy najazd w jakim
uczestniczyłem", ale i w tym przypadku autor nie uzyskał zgody na
umieszczenie go w powieści.
Książka
Crysis: Legion jest doskonałym uzupełnieniem wydarzeń z gry. Jednak osoby,
które jej nie znają mogą spokojnie zapoznać się najpierw z powieścią, a później
zastanowić się czy zechcą sięgać po grę.
Tekst napisany na podstawie spotkania autorskiego Petera Wattsa, które
odbyło się na Bachanaliach Fantastycznych w Zielonej Górze we wrześniu 2011. Początkowo miał być wykorzystany w okolicach premiery książki w Polsce... niestety ten dzień nigdy nie nastąpił...
Gra Crysis pomimo extra grafy jest...nudna. Po cholerę jeszcze książki? Może serial jeszcze?
OdpowiedzUsuńJak powiedział sam autor - książka może być uzupełnieniem wydarzeń z gry, a nawet nie trzeba grać, żeby przeczytać.
OdpowiedzUsuńW grę nie grałam, książki może nawet nie być dane przeczytać. Za to podobał mi się proces jej tworzenia z opowiadań Wattsa ;)
Wiem, wiem co masz na myśli. Ale sam sens pisanie książki na podstawie gry Crysis jest....durny;]...czy ja zawsze muszę się logować przez np gmaila aby dodać post? formalnie mega irytujące to to jest;]
OdpowiedzUsuńKsiążki na podstawie Gears of war są ponoć bardzo dobre. Ba, autorka zajmowała się nawet scenariuszem do trzeciej części gry.
OdpowiedzUsuńZ ciekawości zerknę na zagraniczne oceny Crysis: Legion (u nas może nie pojawić się wcale).
Tak, musisz się logować ^^
Johne Doe: a czytałeś ty tekst zanim skomentowałeś? ;) "Wiem, wiem co masz na myśli. Ale sam sens pisanie książki na podstawie gry Crysis jest....durny"- Watts powiedział dokładnie to samo, m in o tym jest w felietonie
OdpowiedzUsuńNo to doszliśmy do tego samego zdania.
OdpowiedzUsuń