[FUNtastyczna kanapa] Jestem po prostu facetem, który lubi opowiadać szalone historie! Rozmowa z Markiem Hodderem
![]() |
© Fabryka Słów |
Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy na FUNtastyce cykl wywiadów. Na pierwszy rzut nasza rozmowa z Markiem Hodderem, który w maju pierwszy raz odwiedził Polskę.
W kolejnych odsłonach (jeszcze nie wiemy jak często będą pojawiały się wywiady, ale jeden na miesiąc na pewno) będą wywiady zarówno z autorami zagranicznymi, jak i polskimi. Mamy nadzieję, że ten cykl przypadnie wam do gustu.
Zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy z Markiem Hodderem!
FUNtastyka: Odwiedziłeś Polskę w
maju, jak wrażenia? Co ci się podobało i czy było coś, co nieszczególnie
przypadło ci do gustu?
Mark Hodder: To była moja pierwsza wizyta w Polsce i wywarła na mnie duże
wrażenie. Ludzie byli cudowni, bardzo przyjaźni, ciekawi i uprzejmi. Naprawdę
świetnie mnie traktowali! Kraj jako całość wywarł na mnie osobliwe wrażenie. Bardzo ciężko to opisać,
ale miałem wrażenie, że granica pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością jest w
Polsce bardzo cienka, jakby zmarli wciąż mieli ogromny wpływ na współczesność.
Zmarli i ich wspomnienia, które czają się za każdym rogiem, albo żeby być
bardziej dokładnym – lub groteskowym – leżą tuż pod powierzchnią ziemi.
Historia jest w tej części świata bardzo trudna i ma swoją wagę, zupełnie
inaczej niż ma to miejsce w mojej ojczystej Anglii. Było to dla mnie niezwykle fascynujące,
pobudziło moją wyobraźnię i w pewnym sensie wywarło wpływ na to, co teraz
piszę.
A jeśli chodzi o to, co mi się nie podobało – wasze drogi są fatalne!
FUNtastyka:
Czy miałeś jakieś wymagania odnoście swojej wizyty w Polsce
i Polski jako kraju? A jeśli tak, to czy wymagania te zostały spełnione? No i
oczywiście najważniejsze pytanie – czy zamierzasz odwiedzić nas ponownie?
Mark Hodder:
Nie miałem żadnych oczekiwań. Mam bardzo dobrą wiedzę na temat
pewnych części świata i bardzo kiepską na temat innych – Polska należała do
tych drugich. Nie miałem zbyt dużej wiedzy o waszym kraju, za wyjątkiem tego,
jak bardzo cierpiał w czasie II Wojny Światowej, więc wszystko co zobaczyłem i
czego doświadczyłem było dla mnie kompletnie nowym doznaniem. Być może właśnie
dlatego ta wizyta wywarła na mnie tak głębokie wrażenie. Dokładnie to samo
uczucie miałem, kiedy w 1995 roku odwiedziłem Kubę – zmieniło to mój sposób
postrzegania świata. Wydaje mi się, że
moja wizyta w Polsce wywołała we mnie podobne uczucia i dała mi lepszy obraz
pracy, którą wykonuję. Bardzo
inspirujące! Z przyjemnością będę odwiedzał was ponownie. Często!
FUNtastyka:
Podczas czytania twoich książek dało się zauważyć miłość
jaką darzysz Anglię. Dlaczego więc przeniosłeś się do Hiszpanii? Jak
odnajdujesz się w tym kraju, tak innym od twojej ojczyzny?
Mark Hodder:
To nie do końca tak, że kocham Anglię. Właściwie to uważam
ją za niezwykle frustrujące i irytujące miejsce – być może ze względu na to, że
zmienia się tak gwałtownie i gdzieś w tym wszystkim zatraca swoją tożsamość. To
co kocham, to angielski charakter. Wydaje mi się, że Anglicy są bardzo weseli i
znacznie lepiej radzą sobie z wyśmiewaniem swojej głupoty i błędów niż inne
nacje. Jesteśmy niezwykle kreatywni, ekscentryczni, niedorzeczni i dziwni!
Być może moje życie to jedyne życie, które będę miał (co
prawda wierzę w reinkarnację, ale to już
inna historia) i uważam, że moim obowiązkiem jest zobaczyć i przeżyć
jak najwięcej się da! Po co miałbym spędzać całe życie w jednej kulturze, skoro
jest tyle innych, ciekawych, które mógłbym poznać? Życie w innym kraju potrafi
cię zmienić, a zmiany są ekscytujące. Dodają ci energii i odmładzają!
Wracając do temu, do Hiszpanii zawędrowałem za miłością –
moja partnerka jest Hiszpanką, a w październiku urodzą się nam bliźniaki,
więc zostałem tam. Jedną z tych rzeczy, które zaczęły mnie zadziwiać po
przeprowadzce tutaj jest to, że w Hiszpanii czuję się Anglikiem w znacznie
większym stopniu niż w Anglii! Przypuszczam, że to dlatego, że otaczają mnie
ludzie bardzo ode mnie inni i w ten sposób sam czuję się bardziej zdefiniowany.
Hiszpania jest dla mnie cudowna, spędziłem tutaj pięć lat i było to
najszczęśliwsze pięć lat w moim życiu!
FUNtastyka:
Na internetowej stronie twojego polskiego wydawcy, Fabryki
Słów, możemy przeczytać o tobie: „Jest
wielbicielem (…) i całego mnóstwa innych dziwactw”. Możesz nam opowiedzieć trochę
o tych dziwactwach?
Mark Hodder:
Ciężko to wyjaśnić, jestem bardzo eklektyczny. Mam mnóstwo
zainteresowań i w wielu przypadkach kompletnie ze sobą nie współgrają. Na
przykład uwielbiam geologię, paleontologię i fizykę, ale podobnie rzecz się ma
z numerologią, astrologią i… Tarotem!
FUNtastyka:
Wiemy, że jesteś fanem historii przełomu XIX i XX wieku,
możesz nam powiedzieć dlaczego akurat ten moment w historii świata wydaje ci
się tak ciekawy?
Mark Hodder:
Okres pomiędzy 1850, a 1980 rokiem był czasem wielkich zmian
społecznych, politycznych, artystycznych i ekonomicznych, a to wydaje mi się
niezwykle fascynujące. Przyszli historycy będą spoglądać na ten okres, jako na
czas bezustannych przeobrażeń, często ekstremalnych i niezwykle trudnych.
Odnajduję tam mnóstwo rzeczy, nad którymi warto się zastanowić. Przerażająca
przemoc, z jaką nasz gatunek potrafi się nawzajem traktować, niesamowita
zdolność do tworzenia nowych technologii, zaskakujące wzloty i upadki głęboko
zakorzenionych filozofii społecznych, powstające i kurczące się imperia. Patrzę
na ten okres i widzę zarówno rozpacz, determinację, śmierć i zniszczenie, jak i
życie, kreatywność i ponad wszystko – nadzieję.
FUNtastyka:
Rozumiem, że stąd znasz historię o Skaczącym Jacku. Ta zagadka do dziś nie została wyjaśniona, dlatego postanowiłeś "rozwikłać" ją na kartach swojej powieści?
Mark Hodder:
Tak naprawdę to najpierw postanowiłem, że bohaterem swojej
książki uczynię sir Francisa Burtona i dopiero potem, wiedząc, że moim
protagonistą będzie osoba istniejąca realnie, szukałem antagonisty, który
również żył w tych czasach. Nie mogłem jednak znaleźć nikogo dostatecznie złego
lub szalonego. Odkryłem jednak, że w czasach, kiedy sir Burton był jeszcze
bardzo młody, doszło do wielu tajemniczych incydentów ze Skaczącym Jackiem –
były na tyle dziwne, że idealnie pasowały do mojej historii. Problemem było to,
że obu bohaterów dzieliło wiele lat, żeby więc umożliwić im spotkanie
zdecydowałem się umieścić w powieści podróże w czasie.
FUNtastyka:
Wielu doświadczonych twórców ma duże kłopoty z
manipulowaniem czasem w swoich dziełach. Ty zdecydowałeś się uczynić podróże w
czasie jednym z głównych tematów swojej debiutanckiej powieści. Musimy
przyznać, wyszło to fenomenalnie! Pytanie brzmi – czy były takie chwile, kiedy
myślałeś, że to nie był jednak dobry pomysł dla debiutanta?
Mark Hodder:
O tak! Tak! Tak! Tak! Gdyby kiedykolwiek jakiś debiutujący
autor spytał mnie, jakiego tematu unikać na początku swojej kariery, podróże w
czasie zajęłyby na pewno pierwsze miejsce na liście! Problem z nimi jest taki, że w każdej scenie
którą piszesz, musisz sobie zadać pytanie: „Czy bohater mógłby ten problem
rozwiązać po prostu przeskakując w czasie o jeden dzień?” – w większości
przypadków odpowiedź brzmi „tak”, a to znaczy, że scena została źle napisana!
Na początku był to dla mnie duży problem, ale potem odkryłem rozwiązanie, które
stało się motywem całej powieści – zachęciłem mojego bohatera do robienia
dokładnie tego, czego na początku tak bardzo się bałem. Ciągle przeskakiwał w
czasie żeby naprawić swoje wcześniejsze działania, jednak za każdym razem kiedy
to robił, wynikało z tego jedynie więcej problemów, z którymi musiał się
zmierzyć. To, co początkowo było moim największym zmartwieniem stało się
wkrótce jedną z przyjemniejszych rzeczy jakie miałem do napisania w powieści i,
mam nadzieję, bardzo nieszablonowym podejściem do podróży w czasie.
FUNtastyka:
Możesz nam powiedzieć dlaczego to właśnie Swinburne stał się
partnerem sir Burtona w twoich powieściach? Poeta, alkoholik i dandys to nie
jest raczej pierwszy wybór przy tworzeniu bohatera lub jego pomocnika.
Mark Hodder: Na pewno nie jest to pierwszy wybór, ale najpiękniejsze w
tej historii jest to, że w rzeczywistości Swinburne i Burton naprawdę byli
bardzo dobrymi przyjaciółmi! W momencie w którym to odkryłem, wiedziałem, że
Swinburne musi się stać „Watsonem” dla
Burtona
„Sherlocka”. Kocham ten
kontrast, pomiędzy wielkim, srogo wyglądającym gościem, a drobnym,
zniewieściałym poetą. Laurel i Hardy! (para aktorów znana głównie z odgrywania
ról Flipa i Flapa – dop. el Browarre) Cudownie było połączyć te dwie, tak różne
pod każdym względem osobowości i pozwolić im razem pracować. Burton bardzo
wszystko przeżywa, zamyka się w sobie, jest sfrustrowany i konfliktowy, podczas
gdy Swinburne jest niezwykle wylewny, pełen radości ale także nieostrożny,
impulsywny i odrobinę dziki. Burton świetnie się sprawdza, kiedy trzeba dokonywać
trudnych, bezpardonowych wyborów, ale to Swinburne jest tym, który dzięki
swojej wnikliwości i intuicji potrafi jako pierwszy rozpoznać to, co się dzieje
wokół.
FUNtastyka:
W swoich książkach wielu narodowych bohaterów osadziłeś w
roli „tych złych”. Czy miałeś z tego powodu jakieś problemy w Anglii?
Mark Hodder: Nikt nie miał do mnie żadnych pretensji, jednak
przysporzyłem w ten sposób kłopotów samemu sobie. Zastanawiałem się, czy
nie odniosłem się lekceważąco do ludzi, którzy są moimi bohaterami. Na przykład
Darwin jest kimś, wobec kogo odczuwam nieustanny podziw i niezwykle go szanuję.
Zabezpieczyłem się jednak na kilka sposobów. Po pierwsze niektórzy z „tych złych” wracają w kolejnych
książkach w roli dobrych bohaterów, po drugie bardzo dokładnie wyjaśniłem
dokładnie w mojej notce do czytelników, że w
mojej książce nie znajdą dokładnego i prawdziwego odzwierciedlenia znanych z
historii postaci. Po trzecie i najważniejsze umieściłem na końcu książki
biograficzne notki na temat każdej z nich. Dostałem wiele sygnałów od
czytelników, że te małe notki sprawiły, że zaczęli szukać więcej informacji o
tych ludziach, chociażby na Wikipedii, lubię więc myśleć, że poprzez moje
książki zapoznałem ludzi z tymi sławnymi osobistościami.
FUNtastyka:
Dlaczego akurat steampunk? To twój ulubiony styl, czy może
chodziło o stworzenie książki, której akcja toczy się w epoce Wiktoriańskiej?
Czy możemy się spodziewać Marka Hoddera w innych gatunkach?
Mark Hodder:
Napisałem powieść steampunkową, bo ten najlepiej pasował do
mojej historii i jej bohatera, nie ma w tym nic więcej, nie uznaję się za
„stempunkowego autora”. Jestem po prostu facetem, który lubi opowiadać szalone
historie! Przygotowuję teraz wiele projektów, niektóre można by uznać za
steampunk, inne nie. Obecnie piszę opowiadanie do niemieckiej
antologii poświęconej horrorowi. I nie ma w niej nic steampunkowego.
FUNtastyka:
Czy wciąż masz czas na czytanie książek innych autorów
jedynie dla rozrywki? Mógłbyś nam coś polecić?
Mark Hodder:
Czytam bez przerwy! Obecnie pracuję nad katalogiem dzieł
Michaela Moorcocka, po prostu… czytając wszystko co napisał. Czytam też powieść
o alternatywnej historii 11 września – „The Mirage” autorstwa Matta Ruffa – ma
wszystko co najlepsze w speculative fiction, niezwykle odważna
pozycja. Przypomina mi trochę „Człowieka z wysokiego zamku” Philipa K. Dicka,
który zresztą jest jednym z moich ulubionych autorów, do jego książek wracam
wielokrotnie.
O, jaki fajny cykl, już go lubię, choć pierwszy wywiad przeczytam dopiero, jak zapoznam się z twórczością inkryminowanego autora.;) W każdym razie nie mogę doczekać się następnych. Macie kilka tekstów gotowych na zaś, czy wszystko odbywa się spontanicznie i na bieżąco?:)
OdpowiedzUsuńSpoilery nie są drastyczne, ale faktycznie lepiej zapoznać się z pierwszym tomem, drugi nie jest konieczny :)
OdpowiedzUsuńNie mamy żadnych zasiów, wszystko na bieżąco. Pytanie od Marka dostaliśmy wczoraj wieczorem :)
W następnym jest zaplanowana rozmowa z rodzimym autorem, tudzież autorką, aby nie zdradzać za wiele.
Uff, nie trzeba będzie siedzieć przy tłumaczeniu ;)
OdpowiedzUsuńJa się nawet nie tyle spoilerów boję, co chciałabym ogólnie wiedzieć o co chodzi w tym wszystkim. Czytanie wywiadu z autorem, którego żadnej książki się nie zna, to trochę jak rozmowa ze ślepym o kolorach.;)
OdpowiedzUsuńCiekawe, ilu traficie autorów z mojej osobistej listy życzeń.;D
Pochwal się listą to Ci powiem ile z tego mamy w planach :)
OdpowiedzUsuńA w planach jest już trochę nazwisk.
Lista w sumie niedługa, to się pochwalę.;)
OdpowiedzUsuńZ zagranicznych: Carriger, Novik i Rothfuss (ewentualnie Westerfeld i Tchaikovsky do kompletu), a z polskich chyba tylko Wegner i Brzezińska.;)
Z tej listy to dwa nazwiska możemy wykorzystać. Reszta ze wzgledu na to, że obecnie nie znamy twórczości (albo nie planujemy poznać) dpada ;)
OdpowiedzUsuńPozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Wasza lista ulegnie rozszerzeniu.;)
OdpowiedzUsuń