.

.

21 lipca 2013

[FUNtastyczna kanapa] Jestem po prostu facetem, który lubi opowiadać szalone historie! Rozmowa z Markiem Hodderem


 © Fabryka Słów
Zgodnie z zapowiedzią rozpoczynamy na FUNtastyce cykl wywiadów. Na pierwszy rzut nasza rozmowa z Markiem Hodderem, który w maju pierwszy raz odwiedził Polskę.
W kolejnych odsłonach (jeszcze nie wiemy jak często będą pojawiały się wywiady, ale jeden na miesiąc na pewno) będą wywiady zarówno z autorami zagranicznymi, jak i polskimi. Mamy nadzieję, że ten cykl przypadnie wam do gustu.


Zapraszamy do przeczytania naszej rozmowy z Markiem Hodderem!



FUNtastyka: Odwiedziłeś Polskę w maju, jak wrażenia? Co ci się podobało i czy było coś, co nieszczególnie przypadło ci do gustu?

Mark Hodder: To była moja pierwsza wizyta w Polsce i wywarła na mnie duże wrażenie. Ludzie byli cudowni, bardzo przyjaźni, ciekawi i uprzejmi. Naprawdę świetnie mnie traktowali! Kraj jako całość wywarł na mnie  osobliwe wrażenie. Bardzo ciężko to opisać, ale miałem wrażenie, że granica pomiędzy przeszłością, a teraźniejszością jest w Polsce bardzo cienka, jakby zmarli wciąż mieli ogromny wpływ na współczesność. Zmarli i ich wspomnienia, które czają się za każdym rogiem, albo żeby być bardziej dokładnym – lub groteskowym – leżą tuż pod powierzchnią ziemi. Historia jest w tej części świata bardzo trudna i ma swoją wagę, zupełnie inaczej niż ma to miejsce w mojej ojczystej Anglii.  Było to dla mnie niezwykle fascynujące, pobudziło moją wyobraźnię i w pewnym sensie wywarło wpływ na to, co teraz piszę.
A jeśli chodzi o to, co mi się nie podobało – wasze drogi są fatalne!

FUNtastyka: Czy miałeś jakieś wymagania odnoście swojej wizyty w Polsce i Polski jako kraju? A jeśli tak, to czy wymagania te zostały spełnione? No i oczywiście najważniejsze pytanie – czy zamierzasz odwiedzić nas ponownie?

Mark Hodder: Nie miałem żadnych oczekiwań. Mam bardzo dobrą wiedzę na temat pewnych części świata i bardzo kiepską na temat innych – Polska należała do tych drugich. Nie miałem zbyt dużej wiedzy o waszym kraju, za wyjątkiem tego, jak bardzo cierpiał w czasie II Wojny Światowej, więc wszystko co zobaczyłem i czego doświadczyłem było dla mnie kompletnie nowym doznaniem. Być może właśnie dlatego ta wizyta wywarła na mnie tak głębokie wrażenie. Dokładnie to samo uczucie miałem, kiedy w 1995 roku odwiedziłem Kubę – zmieniło to mój sposób postrzegania świata.  Wydaje mi się, że moja wizyta w Polsce wywołała we mnie podobne uczucia i dała mi lepszy obraz pracy, którą wykonuję.  Bardzo inspirujące! Z przyjemnością będę odwiedzał was ponownie. Często!

FUNtastyka: Podczas czytania twoich książek dało się zauważyć miłość jaką darzysz Anglię. Dlaczego więc przeniosłeś się do Hiszpanii? Jak odnajdujesz się w tym kraju, tak innym od twojej ojczyzny?

Mark Hodder: To nie do końca tak, że kocham Anglię. Właściwie to uważam ją za niezwykle frustrujące i irytujące miejsce – być może ze względu na to, że zmienia się tak gwałtownie i gdzieś w tym wszystkim zatraca swoją tożsamość. To co kocham, to angielski charakter. Wydaje mi się, że Anglicy są bardzo weseli i znacznie lepiej radzą sobie z wyśmiewaniem swojej głupoty i błędów niż inne nacje. Jesteśmy niezwykle kreatywni, ekscentryczni, niedorzeczni i dziwni!
Być może moje życie to jedyne życie, które będę miał (co prawda wierzę w reinkarnację,  ale to już inna historia) i uważam, że moim obowiązkiem jest zobaczyć i przeżyć jak najwięcej się da! Po co miałbym spędzać całe życie w jednej kulturze, skoro jest tyle innych, ciekawych, które mógłbym poznać? Życie w innym kraju potrafi cię zmienić, a zmiany są ekscytujące. Dodają ci energii i odmładzają!
Wracając do temu, do Hiszpanii zawędrowałem za miłością – moja partnerka jest Hiszpanką, a w październiku urodzą się nam bliźniaki, więc zostałem tam. Jedną z tych rzeczy, które zaczęły mnie zadziwiać po przeprowadzce tutaj jest to, że w Hiszpanii czuję się Anglikiem w znacznie większym stopniu niż w Anglii! Przypuszczam, że to dlatego, że otaczają mnie ludzie bardzo ode mnie inni i w ten sposób sam czuję się bardziej zdefiniowany. Hiszpania jest dla mnie cudowna, spędziłem tutaj pięć lat i było to najszczęśliwsze pięć lat w moim życiu!

FUNtastyka: Na internetowej stronie twojego polskiego wydawcy, Fabryki Słów, możemy  przeczytać o tobie: „Jest wielbicielem (…) i całego mnóstwa innych dziwactw”. Możesz nam opowiedzieć trochę o tych dziwactwach?

Mark Hodder: Ciężko to wyjaśnić, jestem bardzo eklektyczny. Mam mnóstwo zainteresowań i w wielu przypadkach kompletnie ze sobą nie współgrają. Na przykład uwielbiam geologię, paleontologię i fizykę, ale podobnie rzecz się ma z numerologią, astrologią i… Tarotem!

FUNtastyka: Wiemy, że jesteś fanem historii przełomu XIX i XX wieku, możesz nam powiedzieć dlaczego akurat ten moment w historii świata wydaje ci się tak ciekawy?

Mark Hodder: Okres pomiędzy 1850, a 1980 rokiem był czasem wielkich zmian społecznych, politycznych, artystycznych i ekonomicznych, a to wydaje mi się niezwykle fascynujące. Przyszli historycy będą spoglądać na ten okres, jako na czas bezustannych przeobrażeń, często ekstremalnych i niezwykle trudnych. Odnajduję tam mnóstwo rzeczy, nad którymi warto się zastanowić. Przerażająca przemoc, z jaką nasz gatunek potrafi się nawzajem traktować, niesamowita zdolność do tworzenia nowych technologii, zaskakujące wzloty i upadki głęboko zakorzenionych filozofii społecznych, powstające i kurczące się imperia. Patrzę na ten okres i widzę zarówno rozpacz, determinację, śmierć i zniszczenie, jak i życie, kreatywność i ponad wszystko – nadzieję. 

FUNtastyka: Rozumiem, że stąd znasz historię o Skaczącym Jacku. Ta zagadka do dziś nie została wyjaśniona, dlatego postanowiłeś "rozwikłać" ją na kartach swojej powieści?

Mark Hodder: Tak naprawdę to najpierw postanowiłem, że bohaterem swojej książki uczynię sir Francisa Burtona i dopiero potem, wiedząc, że moim protagonistą będzie osoba istniejąca realnie, szukałem antagonisty, który również żył w tych czasach. Nie mogłem jednak znaleźć nikogo dostatecznie złego lub szalonego. Odkryłem jednak, że w czasach, kiedy sir Burton był jeszcze bardzo młody, doszło do wielu tajemniczych incydentów ze Skaczącym Jackiem – były na tyle dziwne, że idealnie pasowały do mojej historii. Problemem było to, że obu bohaterów dzieliło wiele lat, żeby więc umożliwić im spotkanie zdecydowałem się umieścić w powieści podróże w czasie.

FUNtastyka: Wielu doświadczonych twórców ma duże kłopoty z manipulowaniem czasem w swoich dziełach. Ty zdecydowałeś się uczynić podróże w czasie jednym z głównych tematów swojej debiutanckiej powieści. Musimy przyznać, wyszło to fenomenalnie! Pytanie brzmi – czy były takie chwile, kiedy myślałeś, że to nie był jednak dobry pomysł dla debiutanta?

Mark Hodder: O tak! Tak! Tak! Tak! Gdyby kiedykolwiek jakiś debiutujący autor spytał mnie, jakiego tematu unikać na początku swojej kariery, podróże w czasie zajęłyby na pewno pierwsze miejsce na liście!  Problem z nimi jest taki, że w każdej scenie którą piszesz, musisz sobie zadać pytanie: „Czy bohater mógłby ten problem rozwiązać po prostu przeskakując w czasie o jeden dzień?” – w większości przypadków odpowiedź brzmi „tak”, a to znaczy, że scena została źle napisana! Na początku był to dla mnie duży problem, ale potem odkryłem rozwiązanie, które stało się motywem całej powieści – zachęciłem mojego bohatera do robienia dokładnie tego, czego na początku tak bardzo się bałem. Ciągle przeskakiwał w czasie żeby naprawić swoje wcześniejsze działania, jednak za każdym razem kiedy to robił, wynikało z tego jedynie więcej problemów, z którymi musiał się zmierzyć. To, co początkowo było moim największym zmartwieniem stało się wkrótce jedną z przyjemniejszych rzeczy jakie miałem do napisania w powieści i, mam nadzieję, bardzo nieszablonowym podejściem do podróży w czasie.

FUNtastyka: Możesz nam powiedzieć dlaczego to właśnie Swinburne stał się partnerem sir Burtona w twoich powieściach? Poeta, alkoholik i dandys to nie jest raczej pierwszy wybór przy tworzeniu bohatera lub jego pomocnika.

Mark Hodder: Na pewno nie jest to pierwszy wybór, ale najpiękniejsze w tej historii jest to, że w rzeczywistości Swinburne i Burton naprawdę byli bardzo dobrymi przyjaciółmi! W momencie w którym to odkryłem, wiedziałem, że Swinburne musi się stać „Watsonem” dla  Burtona  „Sherlocka”. Kocham ten kontrast, pomiędzy wielkim, srogo wyglądającym gościem, a drobnym, zniewieściałym poetą. Laurel i Hardy! (para aktorów znana głównie z odgrywania ról Flipa i Flapa – dop. el Browarre) Cudownie było połączyć te dwie, tak różne pod każdym względem osobowości i pozwolić im razem pracować. Burton bardzo wszystko przeżywa, zamyka się w sobie, jest sfrustrowany i konfliktowy, podczas gdy Swinburne jest niezwykle wylewny, pełen radości ale także nieostrożny, impulsywny i odrobinę dziki. Burton świetnie się sprawdza, kiedy trzeba dokonywać trudnych, bezpardonowych wyborów, ale to Swinburne jest tym, który dzięki swojej wnikliwości i intuicji potrafi jako pierwszy rozpoznać to, co się dzieje wokół.

FUNtastyka: W swoich książkach wielu narodowych bohaterów osadziłeś w roli „tych złych”. Czy miałeś z tego powodu jakieś problemy w Anglii?

Mark Hodder: Nikt nie miał do mnie żadnych pretensji, jednak przysporzyłem w ten sposób kłopotów samemu sobie. Zastanawiałem się, czy nie odniosłem się lekceważąco do ludzi, którzy są moimi bohaterami. Na przykład Darwin jest kimś, wobec kogo odczuwam nieustanny podziw i niezwykle go szanuję. Zabezpieczyłem się jednak na kilka sposobów. Po pierwsze  niektórzy z „tych złych” wracają w kolejnych książkach w roli dobrych bohaterów, po drugie bardzo dokładnie wyjaśniłem dokładnie w mojej notce do czytelników, że w mojej książce nie znajdą dokładnego i prawdziwego odzwierciedlenia znanych z historii postaci. Po trzecie i najważniejsze umieściłem na końcu książki biograficzne notki na temat każdej z nich. Dostałem wiele sygnałów od czytelników, że te małe notki sprawiły, że zaczęli szukać więcej informacji o tych ludziach, chociażby na Wikipedii, lubię więc myśleć, że poprzez moje książki zapoznałem ludzi z tymi sławnymi osobistościami.

FUNtastyka: Dlaczego akurat steampunk? To twój ulubiony styl, czy może chodziło o stworzenie książki, której akcja toczy się w epoce Wiktoriańskiej? Czy możemy się spodziewać Marka Hoddera w innych gatunkach?

Mark Hodder: Napisałem powieść steampunkową, bo ten najlepiej pasował do mojej historii i jej bohatera, nie ma w tym nic więcej, nie uznaję się za „stempunkowego autora”. Jestem po prostu facetem, który lubi opowiadać szalone historie! Przygotowuję teraz wiele projektów, niektóre można by uznać za steampunk, inne nie. Obecnie piszę opowiadanie do niemieckiej antologii poświęconej horrorowi. I nie ma w niej nic steampunkowego. 

FUNtastyka: Czy wciąż masz czas na czytanie książek innych autorów jedynie dla rozrywki? Mógłbyś nam coś polecić?

Mark Hodder: Czytam bez przerwy! Obecnie pracuję nad katalogiem dzieł Michaela Moorcocka, po prostu… czytając wszystko co napisał. Czytam też powieść o alternatywnej historii 11 września – „The Mirage” autorstwa Matta Ruffa – ma wszystko co najlepsze w  speculative fiction, niezwykle odważna pozycja. Przypomina mi trochę „Człowieka z wysokiego zamku” Philipa K. Dicka, który zresztą jest jednym z moich ulubionych autorów, do jego książek wracam wielokrotnie.





Reakcje:

8 komentarze:

Moreni pisze...

O, jaki fajny cykl, już go lubię, choć pierwszy wywiad przeczytam dopiero, jak zapoznam się z twórczością inkryminowanego autora.;) W każdym razie nie mogę doczekać się następnych. Macie kilka tekstów gotowych na zaś, czy wszystko odbywa się spontanicznie i na bieżąco?:)

Agu pisze...

Spoilery nie są drastyczne, ale faktycznie lepiej zapoznać się z pierwszym tomem, drugi nie jest konieczny :)

Nie mamy żadnych zasiów, wszystko na bieżąco. Pytanie od Marka dostaliśmy wczoraj wieczorem :)

W następnym jest zaplanowana rozmowa z rodzimym autorem, tudzież autorką, aby nie zdradzać za wiele.

el Browarre pisze...

Uff, nie trzeba będzie siedzieć przy tłumaczeniu ;)

Moreni pisze...

Ja się nawet nie tyle spoilerów boję, co chciałabym ogólnie wiedzieć o co chodzi w tym wszystkim. Czytanie wywiadu z autorem, którego żadnej książki się nie zna, to trochę jak rozmowa ze ślepym o kolorach.;)

Ciekawe, ilu traficie autorów z mojej osobistej listy życzeń.;D

Agu pisze...

Pochwal się listą to Ci powiem ile z tego mamy w planach :)

A w planach jest już trochę nazwisk.

Moreni pisze...

Lista w sumie niedługa, to się pochwalę.;)

Z zagranicznych: Carriger, Novik i Rothfuss (ewentualnie Westerfeld i Tchaikovsky do kompletu), a z polskich chyba tylko Wegner i Brzezińska.;)

Agu pisze...

Z tej listy to dwa nazwiska możemy wykorzystać. Reszta ze wzgledu na to, że obecnie nie znamy twórczości (albo nie planujemy poznać) dpada ;)

Moreni pisze...

Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że Wasza lista ulegnie rozszerzeniu.;)

Prześlij komentarz

Prosimy o podpisywanie się w komentarzach. Anonimowe komentarze będą likwidowane ;)

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | GreenGeeks Review